środa, 23 października 2013

Joe Black

Właściwie mogłabym ten film uznać za mój ulubiony w całej filmografii Brada Pitta. A jeśli nie za 'najulubieńszy', to na pewno znalazłby się w pierwszej piątce tych ulubionych.


William Parish (Anthony Hopkins) kończy niedługo sześćdziesiąt pięć lat, a jego rodzina przygotowuje z tej okazji ogromne przyjęcie dla niego. William jednak męczy pewne przeczucie i oto wkrótce jego obawy potwierdzają się. W środku rodzinnej kolacji, w jego mieszkaniu zjawia się Śmierć (Brad Pitt) i mówi mu, że jego czas właśnie się kończy. Śmierć chce jednak wykorzystać doświadczenie Williama i jeszcze przez jakiś czas pobyć w jego towarzystwie na ziemi. William nie widzi innej możliwości, jak zgodzić się i tym samym Śmierć pod nazwiskiem Joe Black dołącza do Williama i jego rodziny. Jest jednak ktoś, kto już poznał człowieka, którego wygląd zewnętrzny przyjął Śmierć. To Susan, córka Williama (Claire Forlani). Rankiem w kawiarni poznała młodego i przystojnego młodzieńca, który najwyraźniej poruszył jej serce. Jakież więc jest jej zdziwienie, gdy wieczorem widzi go przy stole w domu ojca. Szkoda tylko, że ów młodzieniec nie pamięta nic z ich wcześniejszego spotkania. 


Joe zaczyna towarzyszyć Williamowi w pracy i na spotkaniach biznesowych, co nie podoba się przede wszystkim Drew (Jake Weber), pełniącemu funkcję zastępcy Williama. Nie podoba mu się, że William nie chce zdradzić tożsamości tajemniczego pana Blacka, wyraźnie lubiącemu masło orzechowe, ani że prawdopodobnie pod jego wpływem zaczyna podejmować decyzje związane z firmą. Zdecydowanie też nie podoba mu się, że Susan, z którą wiązał jakieś plany, wyjątkowo nie potrafi oprzeć się urokowi atrakcyjnego pana Blacka. Wkrótce okaże się, że sympatia Susan jest odwzajemniana.


Brad Pitt w roli Joe Blacka jest fantastyczny. To szczególnie wyróżniająca się rola w jego filmografii. W bardzo dobry sposób prezentuje nam człowieka, który, jak się wydaje, nigdy wcześniej człowiekiem nie był, a teraz musi dostosować się do realiów świata, do którego na własne życzenie zstąpił. Pitt obdarza swoją postać nieporadnymi ruchami, oszczędnymi gestami i zmieszanymi minami, dzięki czemu wywołuje natychmiastową wręcz sympatię do pana Śmierć. Zwłaszcza jego zawiązujące się uczucie do Susan sprawia, że widz chciałby, żeby przestał być Śmiercią i dołączył do ludzkiego wymiaru świata. Jedynie długość filmu sprawia, że już na starcie można się zniechęcić do jednorazowego oglądania. Niektórzy potrzebują więc rozłożenia seansu na raty, co może wywołać lekką dezorientację w fabule, gdy wraca się do oglądania dnia następnego. Zdecydowanie odradzam dzielenie tego filmu na odcinki. Ta piękna i jednocześnie smutna historia zasługuje na to, by poświęcić jej całą uwagę w ciągu każdej z tych stu osiemdziesięciu minut.


sobota, 19 października 2013

Tajne przez poufne

Bracia Coenowie, Joel i Ethan, to ten typ mężczyzn i ten typ twórczości, który mnie nie przekonuje. Przynajmniej na chwilę obecną nie potrafią mnie przekonać ani do siebie, ani do swoich dzieł. Jest w ich nazwisku coś na tyle magnetycznego, że człowiek czuje się zobowiązany obejrzeć każde ich nowe dzieło, ale jednocześnie może jeszcze jest za wcześnie, bym potrafiła zrozumieć przekaz wielu filmów, które stworzyli. Jedno jedyne Prawdziwe męstwo zyskało moją sympatię, ale chyba dlatego, że widziałam wcześniej pierwowzór z Johnem Waynem, no i wówczas na nowo odkrywałam Matta Damona. Zatem tak jak nie przekonał mnie To nie jest kraj dla starych ludzi, tak i Tajne przez poufne nie zdołało nic zrobić w tej materii.


Tajne przez poufne to film kwalifikowany jako komedia kryminalna. Pojawia się w niej John Malkovich jako Osbourne Cox, agent CIA, który po zwolnieniu z pracy postanawia opisać tajemnice swej pracy dla agencji. Pojawia się George Clooney jako szeryf, romansujący wszem i wobec, oczywiście w tajemnicy przed żoną, także z żoną agenta Coxa. Pojawia się Tilda Swinton jako żona Osbourne'a i kochanka szeryfa. Jest też Frances McDormand jako zakręcona pracownica siłowni Linda. I oczywiście jest też Brad Pitt jako mało inteligentny kolega z pracy Lindy imieniem Chad. Spisane wspomnienia Osbourne'a zbiegiem okoliczności trafiają do Lindy, ta zaś będąc pewną, że kryją one tajemnice państwowe, postanawia wraz z Chadem zaszantażować odpowiednie służby i wzbogacić się na sprzedaży tychże tajemnic. 


Groteska goni groteskę. Serio. Nawet się nie podejmę dalszego wyjaśniania, co dzieje się w tym filmie przez prawie dziewięćdziesiąt minut. Jest w nim coś takiego, że człowiek po seansie czuje się jakby powoli ulegał samodestrukcji. Tak czułam się po pierwszym seansie. Podobnie po drugim. Z jedną zauważalną różnicą: oglądając Tajne przez poufne po raz drugi, doceniłam poziom humoru przeniesiony ze scenariusza w obraz filmowy w doskonały sposób. Talent reżyserski braci Coenów wciąż mnie nie przekonuje. Co do kunsztu aktorskiego trudno się wypowiedzieć. Kilku dobrych aktorów postanowiło zagrać u dobrych reżyserów w filmie, który mnie osobiście trudno określić jako dobry. Może jedynie możliwość gry z Malkovichem, Clooneyem (po raz kolejny) i Swinton przekonała Brada Pitta, by wystąpić w tym właśnie filmie.


piątek, 18 października 2013

Zdrada

Zobaczyłam ten film po raz pierwszy kilkanaście lat temu. Wyjątkowo irytujące przeziębienie położyło mnie na kilka dni do łóżka, a męczący kaszel nie pozwalał spać po nocach, oglądałam więc do późnych godzin wszystko to, co oferowała telewizja publiczna. Przez kilka dni zaliczyłam kilka niezłych seansów, w tym właśnie jeden ze Zdradą. Od tamtej pory widziałam ją już kilka razy, głównie dlatego, że cudowna irlandzka muzyka całkowicie rozmiękcza moje serce.


Frankie Maguire (Brad Pitt) jako dziecko był świadkiem śmierci swojego ojca. Zamaskowany mężczyzna wtargnął do ich domu w trakcie kolacji i zastrzelił go, tylko dlatego, że skromny rybak z domu na odludziu sympatyzował z Irlandzką Armią Republikańską (IRA). Po latach Frankie wraz z przyjaciółmi działa czynnie w szeregach IRA na rzecz wyzwolenia Irlandii Północnej spod władzy angielskiej. Uważany za najgroźniejszego terrorystę, jest on również najbardziej poszukiwanym, dlatego po kolejnej obławie szefowie IRA decydują się wysłać Frankiego do Nowego Jorku, by tam pozyskał pieniądze, a następnie zakupił pociski dla armii IRA. W Nowym Jorku Frankie, jako Rory Devaney, zamieszkuje u policjanta Toma O'Meary (Harrison Ford) i jego rodziny. Szybko zaprzyjaźnia się z Tomem i jego żoną Sheilą, zaś ich trzy córki podbijają serce Frankiego tak, jak tylko młodsze siostry potrafią. Ale przecież Frankie nie przyjechał tu tylko nawiązywać znajomości z porządnymi irlandzkimi rodzinami. Jego interesy z właścicielem pubu, Billym Burkem (Treat Williams) nie idą do końca tak, jak powinny, śmierć przyjaciela dodatkowo komplikuje sytuację, przez co Frankie ściąga poważne niebezpieczeństwo na całą rodzinę Toma. Ten, mając na głowie własne problemy i plan przejścia na emeryturę, przez długi czas jedynie cieszy się z obecności Frankiego w domu, dopiero potem zaczyna coś podejrzewać i jak na doświadczonego policjanta przystało, idzie za tym tropem.


Zdrada to film łączący w sobie dramat i sensację, ale nie jest to dramat i sensacja w ściśle amerykańskim stylu. Może dlatego, że w produkcji maczali palce również Irlandczycy, sensacja jest na miarę Belfastu, nie Nowego Jorku, a dramat... O tak, dramat jest jak najbardziej w irlandzkim stylu. Bez szczęśliwych zakończeń i szans na zadośćuczynienie. Jak mówi Frankie pod koniec filmu: To nie jest amerykańska historia. Tylko irlandzka. Duet Pitt - Harrison ogląda się dobrze, ale bez większych porywów. Moim zdaniem, to historia jest ciekawsza, a para uzdolnionych aktorów jedynie wypełnia swoimi osobami luki. Warto ten film obejrzeć, choćby po to, by zobaczyć, z jakimi dylematami przychodzi mierzyć się mieszkańcom Zielonej Wyspy każdego dnia. Także tym, którzy uciekając przenieśli się gdzie indziej. I nie dajcie się zwieść, że już tak nie jest. W 1998 roku, w rok od wejścia Zdrady na ekrany kin, podpisano porozumienie wielkopiątkowe, które tylko w założeniu miało wprowadzić pokój w Irlandii Północnej. Tylko w założeniu. Ta historia wciąż się dzieje.


czwartek, 17 października 2013

Uśpieni

Film na podstawie książki o tym samym tytule, którą trzeba przeczytać. A film trzeba obejrzeć. Bo film jest miażdżący. I nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Przynajmniej nie jego pierwsze siedemdziesiąt minut. Nie jest to też film dla fanów Kevina Bacona, oj, nie polubicie go w tym obrazie, zdecydowanie nie. Chyba żeby przyznać mu punkty za grę aktorską i doskonałe oddanie postaci, ale mimo to, zdecydowane nie. Podobno film powstał w oparciu o prawdziwą historię, choć prokuratura zaprzecza, by taki proces miał miejsce, a zarząd nad zakładami poprawczymi - by w ich ośrodkach dochodziło to takich zdarzeń.


Oto Hell's Kitchen, jedna z dzielnic Nowego Jorku (którą lektor notorycznie nazywa 'przedpieklem', może i słusznie, ale przy okazji zabiera tej nazwie całą jej legendę). Mieszka tu mieszanina wszelkich możliwych narodowości, Włochów, Irlandczyków, Portorykańczyków, Kubańczyków, Afroamerykanów, rdzennych Amerykanów, etc. etc. To tu mieszkają, uczą się, bawią, a przede wszystkim przyjaźnią się nastolatkowie: Michael Sullivan (Brad Renfro - później Brad Pitt), Tommy Marcano (Jonathan Tucker - później Billy Crudup), John Reilly (Geoffrey Wigdor - później Ron Eldard) oraz Lorenzo Carcaterra (Joseph Perrino - później Jason Patric). Marzy im się praca dla Króla Benny'ego (Vittorio Gassman), który jest legendarnym w dzielnicy mafiosem, który w złotych czasach pracował dla Lucky'ego Luciano, ale o uwagę chłopców walczy także ksiądz Bobby (Robert de Niro), który nie chce dopuścić, by wpadli oni w przestępczy światek zaprzepaścili oni swe szanse na wyrwanie się z dzielnicy. Starania księdza Bobby'ego nie przynoszą skutku. Głupi żart w letnie popołudnie zaprowadzi całą czwórkę do zakładu poprawczego, a tam czeka chłopców piekło na ziemi z rąk pedofila i zwyrodnialca Seana Nokesa (Kevin Bacon) oraz podobnych jemu zwyrodniałych strażników. Pobyt w tym miejscu odciśnie na nich piętno, które zmieni ich życie. 


Po trzynastu latach drogi chłopców przetną się ponownie. John i Tommy założyli gang, Lorenzo jest dziennikarzem, a Michael - zastępcą prokuratora. Pewnego wieczoru John i Tommy wchodzą do baru i spotykają tam upiora z przeszłości - Sean Nokes we własnej osobie. Zabijają go i zostają postawieni przed sądem. Mający ich oskarżać Michael snuje plan, który ma na celu przeprowadzenie zemsty na strażnikach z poprawczaka. A wszystko tak, by jak najmniej osób wiedziało, co tak naprawdę się dzieje. Brakuje mu jedynie świadka obrony, którego mógłby podsunąć adwokatowi obrony (Dustin Hoffmann). Tylko kto zgodzi się skłamać, by uratować chłopców?


Niesamowite, jakie wrażenie wywarł na mnie ten film. Tak mocnego obrazu nie widziałam od dawna (nie licząc Siedem, ale tamten film widziałam już kilka razy, a ten po raz pierwszy). To film, który pozwala człowiekowi odkryć nieznane strony swej osobowości, zwłaszcza kiedy zaciska pięści oglądając sceny torturowania nastolatków. Trudno się więc dziwić Johnowi i Tommy'emu, że po trzynastu latach z zimną krwią zastrzelili swego oprawcę. Podobnie trudno dziwić się, że Lorenzo i Michael zrobili wszystko - niekoniecznie w granicach prawa - by doprowadzić zemstę do końca, a tym samym uchronić przyjaciół od więzienia. 

Rola Brada jest tu drugoplanowa. Całą uwagę pochłania sam problem i Lorenzo, który jest narratorem. A jednak to Michael przykuwa uwagę na dłużej, być może właśnie dlatego, że tak mało miejsca mu poświęcono. Inaczej niż w przypadku Lorenza, nie widzimy jego wewnętrznych zmagań, może poza sceną w metrze. Wtedy wyraźnie można zobaczyć, jak przeżycia z poprawczaka zmieniły jego życie, do tego stopania, że ukochana dziewczyna stała się nieosiągalna. Choć Michael z całej czwórki wydaje się być najbardziej pogodzony z tym, co się tam wydarzyło, to on jest tym, który zemstę wymyślił, odczekał, co należało odczekać, a potem z zimną precyzją, poświęcają własną prawniczą karierę, doprowadził do końca. W imię przyjaźni. 


środa, 16 października 2013

Siedem

Ten pochodzący z 1995 roku thriller to ponadczasowy film. Naprawdę w to wierzę. Nie potrafię dziś już zliczyć, ile razy go widziałam i ile razy miałam nadzieję, że na końcu okaże się, że... 


William Somerset (Morgan Freeman) wkrótce przechodzi na zasłużoną emeryturę po wielu latach pracy w Wydziale Zabójstw. Właśnie rozpoczyna swoją ostatnią sprawę, a jako partnera otrzymuje młodego detektywa, Davida Millsa (Brad Pitt). Ten niedawno przeniósł się do miasta z żoną Tracy (Gwyneth Paltrow) i pała niesamowitym entuzjazmem do pracy. Entuzjazmem, który nie podoba się Somersetowi, zwłaszcza, że sprawa, którą otrzymali, nie jest tak oczywista, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Somerset ma przeczucie, że na jednym trupie się nie skończy i wkrótce jego intuicja potwierdza się. Kolejne zamordowane osoby łączy jedno: grzech. Poszukiwany przez Somerseta i Millsa zabójca (Kevin Spacey) to fanatyk religijny, co czyni go wyjątkowo groźnym. Detektywi będą musieli sięgnąć aż do Boskiej komedii Dantego, by odnaleźć wskazówki mogące im pomóc. Ale czy kogoś takiego da się złapać? Kogoś, kto przekonany o swej boskiej misji ukarania społeczeństwa za jego grzechy, znajduje spełnienie w odbieraniu życia wymyślnymi sposobami? Podjęte próby nie przynoszą dobrych efektów, aż wreszcie zabójca sam do nich przychodzi. Tylko, czy to rzeczywiście koniec?


Nie jesteście chyba w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo lubię Brada Pitta w tym właśnie filmie. Buńczuczny detektyw, który jest pewien, że odniesie niesamowity sukces w nowej pracy. Młody mąż zachwycony wspólnym życiem w nowym mieście, ale niezauważający problemów, z jakimi zmaga się żona. W końcu pokonany i zrozpaczony człowiek, który dotarł na kraniec swej wytrzymałości. Wszystkie te twarze składają się na twarz Davida Millsa, którą Pitt uczynił jednocześnie piękną i tragiczną, arogancką i sympatyczną, a wszystko po to, by pod koniec filmu widzowie murem stanęli za jego bohaterem. Wydaje mi się, że czynią tak wszyscy, którzy Siedem oglądają. Bo ja tak robię. Za każdym razem.


niedziela, 13 października 2013

Troja

Październik to zawirowania związane z początkiem roku akademickiego, wielkimi powrotami do naszych studenckich domów oraz wzrastającym zakorkowaniem studenckich stolic, o czym mieli okazję już przekonać się mieszkańcy Warszawy, Krakowa czy Poznania. Nie chcąc mnożyć zaległości, nadrabiam dziś braki filmowe z ostatnich dni.


O czym jest Troja, nie muszę chyba nikomu przypominać. Mit grecki, zachowany dla potomnych w Homerowskiej Iliadzie, to jedna z najsłynniejszych na świecie opowieści o tym, jak to zakazana miłość może wpłynąć na życie nie tylko kochanków, nie tylko ich rodzin, ale także wielu osób postronnych, a także doprowadzić do upadku wielką dynastię i wielkie miasto. W role nieszczęśliwych kochanków Heleny i Parysa wcielili się Diane Kruger i Orlando Bloom. Znieważonego męża Heleny, Menelaosa zagrał Brendan Gleeson, a jego brata, wodza całej wyprawy Greków przeciwko Troi, Brian Cox. Bohatera, który dał Grekom zwycięstwo, pochodzącego z Itaki Odyseusza zagrał Sean Bean (dziś znany z roli Neda Starka w serialu Gra o tron). Uczestnikami dramatu byli także rodzice głównych bohaterów: matkę Achillesa, Tetydę zagrała Julie Christie, a tragicznego ojca Hektora i Parysa - Peter O'Toole.


To jednak pojedynek dwóch największych wojowników tamtych czasów budził emocje wśród widzów, tak tych z czasów trojańskich, jak i współczesnych. W rolę Hektora wcielił się Eric Bana, a jego antagonistę, herosa Achillesa zagrał właśnie Brad Pitt. Najwięcej kontrowersji wywołał wybór Bany do roli Hektora, ostatecznie jednak rzesza krytyków musiała przyznać, że Bana skradł show swoim o wiele bardziej utytułowanym kolegom. Wyszło mu to na dobre, bo po Troji posypały się role: w Kochanicach króla, w Monachium, czy w Zaklętych w czasie. 


Ale także Brad Pitt stanął tu na wysokości swego aktorskiego zadania. Od tej pory Achilles będzie miał twarz Pitta i to smutne, przepełnione bólem spojrzenie, które może przeszyć na wskroś w niektórych scenach. Mityczny wojownik, który w Iliadzie opisywany był w barwnych słowach, odbierających mu ludzkość, a wychwalany głównie za swe boskie prymaty, zyskał blond włosy i marzycielskie oczy, ale także silny głos i charakter, którego żaden z herosów by się nie powstydził. Wolfgang Petersen stworzył zatem widowisko, które zapada w pamięć, choć niektórzy zdecydowanie wolą Królestwo niebieskie, czy Aleksandra od Troi. Ja wolę Pitta od Colina Farrella.


niedziela, 6 października 2013

Październik z ...

Przyznaję, to był trudny wybór, ale gdy już przejrzałam Jego filmografię, nie byłam pewna, dlaczego w ogóle miałam wątpliwości. Choć jestem pewna, że niektórzy z Was z pewnością będą je mieli.

Jednym z pierwszych faktów podawanych na jego temat jest to, że przyszedł na świat w rodzinie baptystów. Dokładnie miało to miejsce 18 grudnia 1963 roku w Shawnee w stanie Oklahoma. Urodził się jako dziecko kierownika firmy transportowej i szkolnej pedagog, zaś dzieciństwo wraz z młodszym rodzeństwem spędził w Missouri. Miał studiować reklamę i grafikę, ostatecznie zajął się aktorstwem. Zaczynał, jak wielu przed nim, w operach mydlanych, ale w roku 1987 zadebiutował na dużym ekranie. I to od razu w trzech filmach: Hunk, Mniej niż zero i Ziemia poza prawem, choć w żadnym z nich nie został wymieniony w czołówce.

Od tej pory każdego roku pojawiał się przynajmniej w jednym filmie, ale dopiero rok 1991 okazał się tym, w którym jego gwiazda zaczęła świecić coraz jaśniej. W 1993 roku odebrał nagrodę ShoWest jako Gwiazdor Jutra za film Kalifornia. Kolejny film, Wywiad z wampirem, przyniósł dwie nagrody MTV MovieAwards i nominację do nagrody Saturna. Choć razem z partnerującym mu Tomem Cruisem odebrali również antynagrodę Złotą Malinę za Wywiad..., to już następny film, Wichry namiętności, mógł zaliczyć do zdecydowanie udanych: za rolę Tristana otrzymał nominację do Złotego Globu i szereg pochwał. Dopiero film 12 małp spowodował, że nagrody sypały się garściami: doczekał się wreszcie Złotego Globu, ale już w postaci nagrody i Saturna, oraz nominacji do tej najważniejszej nagrody, czyli Oscara w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy. W sumie wystąpił już w ponad pięćdziesięciu filmach, a każdy kolejny zapowiada dobre kino, bowiem z roku na rok, im starszy, tym bardziej wymagający staje się mój bohater październikowy względem scenariuszy. Prawdą jest również to, że wielu aktorom dorastanie/dojrzewanie/starzenie się służy i to bardzo.

O jego życiu prywatnym również mówi się wiele, czasem nawet więcej niż o filmach, w których występował. Przez wiele lat mąż Jennifer Aniston, rozstał się z nią w 2005 roku, by związać się z poznaną na planie filmu Mr&Mrs Smith Angeliną Jolie. Para, jak do tej pory, nie zawarła związku małżeńskiego, są jednak szczęśliwymi rodzicami szóstki dzieci: adoptowanych: Maddoxa, Zahary i Paxa, oraz biologicznych: Shiloh, Vivienne i Knoxa. Jako para znaleźli się na liście Stu najbardziej wpływowych ludzi świata, zaś on sam w 2005 roku został umieszczony przez tygodnik People w rankingu 50 najpiękniejszych ludzi świata. 

Znany jest także ze swego zaangażowania w działalność charytatywną, głównie na rzecz walki z wirusem HIV, epidemią AIDS oraz gruźlicą w Etiopii.

Chyba już wszyscy zdają sobie sprawę, o kogo chodzi.

Panie i Panowie, przed Wami ...

Brad Pitt